Żużel – Australijczycy najlepsi. „To coś szczególnego.”

Kadra Australii po 24 latach powróciła na szczyt Drużynowego Pucharu Świata. Po kapitalnych zawodach dla Kangurów na PGE Narodowym, głos zabrał kapitan Brady Kurtz, Jason Doyle czy chociażby Max Fricke.

To był znakomity wieczór dla reprezentacji Australii. Zawodnicy z Antypodów mimo braku Jacka Holdera, absolutnie zdystansowali rywali, pewnie sięgając po złote medale i trofeum im. Ove Fundina. Podopieczni Marka Lemona na kilkudniowym owalu na PGE Narodowym rozdawali karty, a po zawodach radości nie krył kapitan Brady Kurtz.

– To było niesamowite! Odkąd miałem pięć lat, to moim marzeniem było wystąpić w tych zawodach i odnieść zwycięstwo. Teraz mi się to udało i to w roli kapitana. To coś szczególnego, naprawdę wyjątkowego – mówił po zawodach nowy drużynowy mistrz świata.

Australijczycy na swój sukces w DPŚ czekali od 2002 roku, wtedy Max Fricke miał ledwie sześć lat. Teraz były uczestnik cyklu Speedway Grand Prix brał czynny udział w pisaniu historii.

– Niewiarygodne to jest. Tak ciężko pracowaliśmy, naprawdę długi czas, ale w końcu nam się udało. Nieprawdopodobne uczucie. Jestem taki dumny, że mam na sobie kevlar reprezentancji Australii – powiedział Max Fricke.

29 Sierpnia na długo zapamięta także Jason Doyle. Ten przeszedł do historii zdobywając wielkiego żużlowego szlema. Mistrz Świata z 2017 roku dorzucił złote medale SoN oraz DPŚ do swojej jakże bogatej gabloty.

– Jestem w tej drużynie od dwunastu lat i wraz z Markiem Lemonem próbowaliśmy wygrać DPŚ, a teraz w końcu się udało. Każdy z naszych chłopców zasługuje na ten sukces. Będziemy jeszcze kiedyś to świętować, ale na razie trzeba szykować się na kolejne zawody – podkreślił Jason Doyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Postaw mi kawę na buycoffee.to