KLŻ – Remis w Bawarii. W ulewnej aurze Trans MF...
Maciej Janowski w trzecim finale IMP w Ostrowie Wielkopolskim dokonał rzeczy wielkiej i wywalczył swoje czwarte złoto w indywidualnym czempionacie kraju. Popularny „Magic” nie ukrywa, że lubi takie scenariusze, a szczególnie gdy odgrywa w nich główną rolę.
Przed ostatnimi zawodami finałowymi z cyklu IMP na prowadzeniu znajdował się Kacper Woryna. Za „Śląskim Synkiem” utworzył się peleton pościgowy w skład, którego wchodzili m. in. Maciej Janowski, Patryk Dudek, Bartosz Zmarzlik, Piotr Pawlicki czy Krzysztof Buczkowski. W Ostrowie potknięcia Woryny bezlitośnie wykorzystywali Zmarzlik i Janowski, którzy też walczyli łeb w łeb o miano najlepszego krajowego zawodnika. Ostatecznie po tytuł sięgnął „Magic”, a comeback 34 – latka natychmiast przypomniał o tym co kapitan Betard Sparty Wrocław osiągnął w 2024 roku w Lublinie.
– Lubię w wolnej chwili obejrzeć dobre kino akcji, ale życie i żużel to nie film, więc warto grać ciekawymi efektami specjalnymi. Oczywiście wiem, do czego zmierzamy. Dwa lata temu, w lubelskim finale wyszło to świetnie i wiem, że odbiór tamtego turnieju był naprawdę znakomity. Dlaczego zatem nie powalczyć kolejny raz o emocje kibiców? Ja lubię takie akcje, takie emocje. Nie, żebym z wyrachowaniem planował scenariusz straty punktowej i ataku w ostatnich zawodach, ale wyznaję zasadę, że dopóki szansa jest realna – trzeba robić wszystko, żeby ją wykorzystać. Tak naprawdę, to dać sobie samemu szansę na skorzystanie z okazji, jeśli ta się pojawi. Tak było w Ostrowie Wielkopolskim i finał pokazał, że miałem odpowiednie nastawienie – tłumaczył w rozmowie z RedBull.com.
Janowski w wywiadzie ze swoim głównym sponsorem odsłonił kulisy zawodów i tego, kiedy poczuł, że ten dzień może być jego. W końcu do odrobienia było kilka punktów, a Bartosz Zmarzlik czyhał również na każde minimalne potknięcie.
– Luz i pewność siebie, z jaką wygrywałem swój drugi bieg, dały mi przekonanie, że będzie można zdziałać naprawdę dużo tego dnia. Ale nie byłoby to możliwe, gdybym już w pierwszym wyścigu nie był szybki. Wszystko ułożyło się w tym turnieju niemal perfekcyjnie. Od początku wybraliśmy z moim teamem odpowiednie setupy, od pierwszych metrów „żarło” i każde kolejne okrążenie dodawało mi przekonania, że jest dobrze. To bardzo komfortowa sytuacja. Szybko wszedłem w „mode flow” – cieszyłem się jazdą i rywalizacją, spokojnie podejmowałem decyzje o ustawieniach, nie szarpałem się. Nie było kalkulacji, tylko czysta przyjemność z jazdy, taka dziecięca ciekawość tego, co przyniesie kolejny wyjazd na tor. To jest mega uczucie! Tylko jeszcze raz podkreślam – nie byłoby to możliwe, gdyby nie znakomicie spasowany sprzęt. To szybki motocykl pozwolił mi wejść w ten stan – rozpoczął – Miałem świadomość sytuacji punktowej, bo to nie jest jakaś wyższa matematyka. Frajda z uczestniczenia w tak szalonych zawodach była cały czas, ale poważne liczenie punktów zaczęło się przed ostatnim wyścigiem fazy zasadniczej. Widziałem, co wyprawiają „młode wilki” i chciałem uniknąć walki z nimi w biegu dodatkowym. Wygrałem, upewniłem się, że to dało mi udział w finale i poczułem spokój, bo byłem pewien, że będzie medal – zaznaczył.
Lider i kapitan Betard Sparty opowiedział także szerzej o wadze odporności psychicznej w tak kluczowych momentach.
– Myślę, że w przypadku tego akurat finału duże znaczenie miało to, że ja już takie historie przeżyłem. Sięgałem po mistrzostwo Polski w turniejach indywidualnych i skutecznie odrabiałem stratę w decydujących zawodach. Zdobywałem też medale innych kolorów i całkowicie zawalałem finały… Generalnie – ja już „tam” byłem. W porównaniu do tych, którzy stają przed szansą na pierwsze złoto, czy medal, mam o wiele większy komfort i dzięki temu mogę zachować absolutny spokój. Jakkolwiek by to nie zabrzmiało, kolejne złoto nie zmieni wiele w moim życiu, nie otworzy ważnego rozdziału, nie pozwoli odhaczyć któregoś z marzeń. I teraz rzecz bardzo ważna, chciałbym, żeby mocno wybrzmiała. To nie oznacza, że mi nie zależy, albo że tytuł mistrza Polski nie ma dla mnie wielkiego znaczenia. Ma ogromne znaczenie, cholernie mi zależy i jest to dla mnie wielki zaszczyt, ale dzięki temu, że nie walczę o niego obsesyjnie – mogę walczyć o niego na zdrowym luzie. A najbardziej cieszy mnie radość ludzi, których uradował ten medal. To sprawia mi większą przyjemność, niż osobisty sukces. Niech ten tytuł będzie podziękowaniem dla mojego teamu, moich bliskich oraz kibiców, którzy wierzyli i trzymali za mnie kciuki – skwitował.
KLŻ – Remis w Bawarii. W ulewnej aurze Trans MF...
PGE Ekstraliga – Pogrom! PRES Toruń w finale. PRES Grupa...
PGE Ekstraliga – FOGO Unia pokazała rogi. Remis na Olimpijskim....
Metalkas 2. Ekstraliga – Remis na otwarcie finału. Kawał dobrego...
| Cookie | Duration | Description |
|---|---|---|
| cookielawinfo-checkbox-analytics | 11 months | This cookie is set by GDPR Cookie Consent plugin. The cookie is used to store the user consent for the cookies in the category "Analytics". |
| cookielawinfo-checkbox-functional | 11 months | The cookie is set by GDPR cookie consent to record the user consent for the cookies in the category "Functional". |
| cookielawinfo-checkbox-necessary | 11 months | This cookie is set by GDPR Cookie Consent plugin. The cookies is used to store the user consent for the cookies in the category "Necessary". |
| cookielawinfo-checkbox-others | 11 months | This cookie is set by GDPR Cookie Consent plugin. The cookie is used to store the user consent for the cookies in the category "Other. |
| cookielawinfo-checkbox-performance | 11 months | This cookie is set by GDPR Cookie Consent plugin. The cookie is used to store the user consent for the cookies in the category "Performance". |
| viewed_cookie_policy | 11 months | The cookie is set by the GDPR Cookie Consent plugin and is used to store whether or not user has consented to the use of cookies. It does not store any personal data. |
