Żużel – Tai Woffinden zakończył karierę. Kawał historii napisanej przez Brytyjczyka.

Trzykrotny mistrz świata, Tai Woffinden zaszokował wszystkich potwierdzając jedenastego lipca domysły o końcu kariery. Legenda czarnego sportu, oficjalnie ogłosiła, że to najwyższy czas na rozbrat z motocyklem żużlowym, na co spory wpływ miały kontuzję, które trapiły czempiona nieprzerwanie od 2024 roku.

Woffinden przekazał szokującą i zarazem smutną wiadomość tuż po poinformowaniu o kolejnej kontuzji, która wyklucza go z jazdy w lewo na przynajmniej cztery miesiące. W specjalnie przygotowanym filmiku, Brytyjczyk opowiada, o kulisach najbliższych dni i tygodni. Co jeszcze istotniejsze wyjawił swoją decyzję dotyczącą dalszej kariery w czarnym sporcie. Tę jak sam podkreślił kończy w trosce o swoje zdrowie, które nadszarpnięte zostało poważnie w ostatnich latach, a szczególnie przed początkiem minionego sezonu, kiedy to musiał walczyć o swoje życie, a także późniejszy powrót do normalnego funkcjonowania.

– Po wczorajszych kolejnych badaniach w szpitalu dowiedziałem się, że po moim ostatnim wypadku w Polsce potrzebna jest operacja. Po długich przemyśleniach podjąłem decyzję, że nadszedł czas, aby zakończyć karierę zawodniczą – rozpoczął Woffinden – Szczerze mówiąc, nie jest mi łatwo to mówić. Przez wiele lat żużel nie był tylko tym, czym się zajmowałem – był ogromną częścią tego, kim jestem jako człowiek. Kiedy patrzę wstecz, widzę pięć tytułów mistrza świata, zwycięstwa w GP, tytuły krajowe i mistrzostwa drużynowe. Jednak bardziej niż trofea widzę ludzi, przyjaźnie, śmiech, trudne dni, momenty, które wystawiały mnie na próbę, oraz chwile, które przypominały mi, dlaczego dokładnie zakochałem się w tym sporcie. To, co zaczęło się jako marzenie, stało się życiem, jakiego nigdy nie mógłbym sobie wyobrazić. Miałem to szczęście, że robiłem coś, co naprawdę kochałem, i nigdy nie będę brał tego za pewnik – zaznaczył.

Brytyjczyk w marcjalnym wyznaniu nie krył, że wiele zawdzięcza swoim bliskim, a szczególnie żonie, która zawsze przy nim była w przekroju niesamowitej kariery.

– Nauczyłem się, że nikt nie osiąga niczego sam. Każdy krok w tej podróży był możliwy dzięki niesamowitym ludziom wokół mnie. Dziękuję mojej pięknej rodzinie. Dziękuję za każde poświęcenie, jakiego dokonaliście, za wiarę we mnie, gdy sam w siebie wątpiłem, oraz za to, że byliście przy mnie w każdym momencie radości i smutku. Faye, nigdy nie zdołam ubrać w słowa tego, co dla mnie znaczysz. Bez Ciebie po prostu by mnie tu nie było. Dziękuję wszystkim, z którymi pracowałem przez te lata – mechanikom, klubom, sponsorom, menedżerom i wszystkim za kulisami. Dzielenie z wami tej drogi było dla mnie zaszczytem. Rzucaliście mi wyzwania, wspieraliście mnie, inspirowaliście i daliście mi wspomnienia oraz przyjaźnie, które zachowam w sercu na zawsze. Dziękuję każdemu, kto śledził moją karierę, kto mi kibicował lub poświęcił czas, by wspierać mnie na tej drodze. Nigdy nie zapomnę miłości i wsparcia, jakie mi okazaliście – podkreślał.

Woffinden oprócz miłości do żużla w ostatnim czasie rozwinął swoją karierę artystyczną jako DJ, dzięki której popularny „Tajski” nadal będzie w świetle reflektorów, które tak bardzo kocha ze wzajemnością.

– Nie sądzę, aby kiedykolwiek istniał moment idealny, ale w końcu zdajesz sobie sprawę, że twoje ciało dało z siebie już absolutnie wszystko i możesz odejść, czując dumę, wdzięczność oraz wewnętrzny spokój z podjętej decyzji. Czas na nowy rozdział, nowe przygody i więcej czasu z ludźmi, którzy są dla mnie najważniejsi. Z głębi serca dziękuję wam za to, że pozwoliliście mi przeżyć to marzenie. To był przywilej mojego życia i będę za to dozgonnie wdzięczny. Toast za nowy rozdział – zakończył.

Przypomnijmy, że Woffinden w drodze po trzy złote krążki w Speedway GP, wygrał imponujące jedenaście rund, a jego pierwszy historyczny tytuł przeszedł pod wieloma względami do historii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Postaw mi kawę na buycoffee.to