Żużel – Richard Coleman o podwójnej roli. „Całe ryzyko biorę na siebie.”

Rok 2026 był dla Richarda Colemana pierwszym pełnym sezonem w roli promotora cyklu Grand Prix. Jednocześnie Brytyjczyk został właścicielem Ipswich Witches, a w przyszłym roku jego klub zorganizuje rundę mistrzostw świata. O trudach i wielu więcej aspektach opowiedział sam działacz.

Ricahrd Coleman wszedł do świata klubowego żużla późno, bo Ipswich Witches przejął dopiero na początku marca, tuż przed startem rozgrywek. Mimo krótkiego czasu na przygotowania Czarownice zameldowały się w play-offach, a ich właściciel nie krył dumy z zawodników. Jeszcze bardziej zaskoczyło go jednak coś innego niż wynik sportowy.

– Pozytywną niespodzianką było to, jak lojalna jest baza żużlowych kibiców. Przykładowo mamy w Ipswich posiadaczy karnetów, którzy są z nami nieprzerwanie od 1951 roku, czyli od pierwszego sezonu startów w historii klubu. Ich pasja do tego sportu jest dla mnie niesamowita, czym czuję się zaszczycony. Negatywną rzeczą, która mnie zaskoczyła, jest natomiast sposób zarządzania brytyjskim żużlem. Według mnie w tym aspekcie potrzeba wielu zmian – podkreślił w rozmowie z ekstraliga.pl

Zapytany czy ma na myśli działania Phila Morrisa, odpowiedź była jednoznaczna. Chodzi mu o strukturę, a nie o konkretne osoby, a dokładnie o sposób zarządzania BSPL, czyli stowarzyszeniem promotorów.

– Nikt nie lubi o takich tematach rozmawiać, bo to bardzo nudne, ale ostatecznie to właśnie tam zaczynają się prawdziwe zmiany. Jestem tym bardziej sfrustrowany niż początkowo zakładałem – dodał.

Połączenie funkcji promotora Grand Prix i szefa klubu może budzić podejrzenia o konflikt interesów. Coleman tonuje jednak te obawy i przekonuje, że oba światy mają niewiele wspólnego.

– Niespecjalnie. Być może to pomaga otworzyć pewne drzwi, ale w rzeczywistości to są dwa bardzo różne biznesy, bo mają m.in. zupełnie inne zespoły zarządzające. Wspólnych punktów nie ma zatem aż tak wiele, jak mogłoby się wydawać. Może jedynie dzięki temu ktoś chętniej odbierze ode mnie telefon. Poza tym nie sądzę, żeby miało to duże znaczenie, choć na pewno nam nie szkodzi – zapewnił.

Najwięcej emocji wywołała decyzja o przyznaniu rundy Grand Prix właśnie Ipswich. Coleman przyznał, że zgłosił zainteresowanie FIM bardzo wcześnie, a główną rolę odegrała niepewna sytuacja w Manchesterze. Gdyby tamten projekt upadł, Wielka Brytania nie miałaby w przyszłym roku żadnego turnieju w cyklu.

– Nie sfinalizowaliśmy jeszcze w pełni kwestii Manchesteru, a gdyby on ostatecznie nie wypalił, nie byłoby cyklu Grand Prix w Wielkiej Brytanii wcale. Nie ma tu innego obiektu, który mógłby zorganizować turniej w przyszłym roku, więc zasadniczo musiałem wkroczyć, aby chronić rynek. Oczywiście znajdą się tacy, którzy powiedzą, że zrobiłem to we własnym interesie, ale w klubie jesteśmy w samym środku uzdrawiania naszej sytuacji finansowej, więc musimy starać się wykorzystać każdą nadarzającą się okazję. Ważne, by Wielka Brytania miała swój turniej. Jestem w tej kwestii bardzo otwarty i szczery, a po mojej stronie leży ogromne ryzyko finansowe. Jeśli ktoś uważa, że to niesprawiedliwe, to – jak już powiedziałem – całe ryzyko biorę na siebie – zaznaczył.

Kibice byli co do rundy w Ipswich mocno podzieleni, ale Brytyjczyk widzi w niej szansę na odświeżenie cyklu. Zapowiada też duże zmiany samego obiektu.

– Żeby zostać mistrzem świata, musisz dobrze radzić sobie na różnych torach o różnej geometrii czy nawierzchni. W Ipswich przez zimę wydamy mnóstwo pieniędzy na tor, więc w przyszłym roku i tak będzie on wyglądał zupełnie inaczej niż w tym sezonie. Wszystkim, którzy mają negatywne nastawienie do takiego rozwiązania, radzę poczekać i zobaczyć, co przygotujemy na sezon 2027 – powiedział.

Coleman zapowiada, że o składzie Czarownic na przyszły sezon będzie można mówić w ciągu dwóch, trzech tygodni. Jednym z nazwisk, które padają w rozmowach, jest Tobiasz Musielak, którego właściciel klubu nazywa zawodnikiem światowej klasy. Ipswich rozmawiało także z Betard Spartą Wrocław o juniorach.

– Oczywiście bierzemy pod uwagę potencjalne zatrzymanie Tobiasza Musielaka, bo w tym roku był dla klubu znakomity. To według mnie światowej klasy zawodnik. Prowadziliśmy również rozmowy z Betard Spartą Wrocław na temat juniorów, ale tutaj należy zachować równowagę pomiędzy samym talentem a doświadczeniem na brytyjskich torach. Mamy w tym zakresie kilka możliwości. Wszystkie analizujemy i mamy nadzieję, że w ciągu najbliższych dwóch lub trzech tygodni będziemy mogli ogłosić konkrety – zdradził.

Szczególnie ciekawie zapowiada się sprawa młodzieżowców. Brytyjscy działacze porozumieli się w ramach ISLB co do tego, że w każdym zespole musi znaleźć się przynajmniej jeden krajowy junior. Coleman jest zwolennikiem tego rozwiązania, choć przyznaje, że krótkoterminowo będzie ono kłopotliwe, bo takich zawodników jest niewielu i trzeba będzie im zapłacić sensowne pieniądze.

– Na dłuższą metę oznacza to, że za kilka lat będziemy mieli znacznie więcej talentów i znacznie szerszą pulę zawodników w całym sporcie, a to przyniesie wyłącznie same korzyści – podsumował.

Podobnie ocenia kontrowersyjny przepis, według którego od przyszłego sezonu każdy zawodnik z brytyjską licencją będzie musiał startować w brytyjskiej lidze.

– Być może, ale jeśli spojrzysz na Danię, prawie wszyscy Duńczycy muszą tam jeździć. W Szwecji sytuacja jest dość podobna. A który Polak nie chciałby jeździć w Polsce? Nie sądzę więc, żeby to było aż tak kontrowersyjne, jak o tym się mówi. Teraz dotyka to tak naprawdę pewnie tylko jednego zawodnika. Uważam jednak, że wprowadzenie tej zasady jest bardzo ważne z myślą o przyszłych pokoleniach żużlowców. Nie jest to oczywiście coś, za co oddałbym życie, ale skoro Dania tak robi, to nie powinno to budzić aż takich kontrowersji w naszym przypadku – ocenił.

Coleman ma też plan na przyszłość ligi. W jego ocenie Premiership musi jak najszybciej wrócić do formatu ośmiozespołowego, a przykład Northampton pokazuje, że solidne podstawy biznesowe mogą w tym pomóc. Zaznacza jednak, że łatwiej to powiedzieć, niż zrobić.

– Myślę, że Premiership musi jak najszybciej przejść na format ośmiozespołowy. Łatwiej to powiedzieć niż zrobić, ale realizujemy teraz kilka projektów, które moim zdaniem mają realne szanse na powodzenie. Jeśli spojrzymy na to, co Northampton osiągnęło w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy, uważam, że mamy solidne podstawy biznesowe, aby przy odpowiednio dobranych lokalizacjach, w lidze pojawiło się osiem, a nie sześć zespołów – wyjaśnił.

Zapowiada też przełom w sprawie transmisji. Rozmowy o telewizji są według niego obiecujące, choć część spraw nie była wcześniej dobrze prowadzona. Przy tej okazji Brytyjczyk skierował słowa również do polskiego środowiska.

– Kiedy trwają dobre czasy, trzeba naprawiać dach, dopóki świeci słońce. Myślę, że to cenna lekcja dla Polski, żeby mądrze inwestować w ligę. Nie ma sensu, żeby pieniądze po prostu uciekały na zawodników. Trzeba znaleźć sposób, aby miało to znaczący wpływ na rozgrywki i na to, czym te zmagania są jako produkt – przekonywał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Postaw mi kawę na buycoffee.to