Krzysztof Kasprzak wspomina: To było pięknych 27 lat

Żużel – Krzysztof Kasprzak wspomina: To było pięknych 27 lat.

Sezon 2024 dla wielu żużlowców okazał się ostatnim w ich karierach. Nie inaczej jest w przypadku wicemistrza świata z 2014 roku. Krzysztof Kasprzak sentymentalnie mówi o swoich poczynaniach zaznaczając, że występy w biało-czerwonych barwach były najważniejsze.

Popularny „KK” to jeden z najbardziej utytułowanych polskich żużlowców w historii. Na swoim koncie ma chociażby jedenaście medali mistrzostw świata, dwadzieścia osiem medali mistrzostw Polski, pięć medali mistrzostw Europy czy chociażby sześciokrotnie podniesiony do góry Drużynowy Puchar Świata. Jak sam przyznaje – Jestem spełniony w 97 proc. To było pięknych 27 lat. Brakujące trzy procenty, to oczywiście brak tytułu mistrza świata, którego nie zdobyłem z powodu pecha i wypadku. W ogóle nie miałem startować w tych zawodach, ale Tomek Gollob –miał grypę i trener zadzwonił z pytaniem, czy pojadę. Odpowiedziałem, że chętnie pomogę. Zawsze kochałem jeździć z orzełkiem na piersi. W życiu nie można mieć wszystkiego. Jedenaście medali mistrzostw świata też nie jest złym wynikiem. Widocznie Pan Bóg tak chciał – rozpoczął – Na pewno szkoda mi tego tytułu Indywidualnego Mistrza Świata. Byłbym trzecim Polakiem historii, więc byłaby to bardzo fajna sprawa. Uważam, że wicemistrzostwo też jest świetnym wynikiem. W 2014 roku zgarniałem wszystko. Bycie dominatorem chociaż przez jeden rok to fajne uczucie i spełnienie marzenia z dziecięcych czasów – przyznał na łamach polskizuzel.pl.

Dla wychowanka Unii Leszno, najważniejsza była zawsze jazda w biało-czerwonych barwach, z którą wiąże się mnóstwo wspomnień czy ciekawych anegdot. Dla „KK” najlepszym momentem z kadry bez dwóch zdań był finał z 2007 roku – Drugi mój złoty medal Drużynowego Pucharu Świata, ponieważ byłem liderem kadry, w dodatku u siebie w Lesznie. Gdy wygrałem 23. wyścig i koledzy zaczęli mnie podrzucać, po prostu straciłem dech – podkreśla, a także przytacza inną pamiętną akcję, tym razem z Tomaszem Gollobem w roli głównej – Tomkowi nie szło. Podszedł do mojego taty Zenka i powiedział „Biorę GM-a Krisa, bo widzę, że to jedzie”. Usiadł na mojego rumaka, objechał Australię i wszyscy wpadliśmy w szał. Baliśmy się, tylko żeby w wyścigu nie spadł łańcuch, ale z motorem nic się nie stało. Bieg o mistrzostwo świata dla Polski i najlepszy zawodnik w historii chciał mój motocykl… Takie inne, niespotykane doświadczenie. Po tych zawodach Tomek w szatni powiedział do mnie: Młody – od dziś jesteśmy na „Ty”- powiedział Krzysztof Kasprzak.

„KK” na swoje czterdzieste urodziny sprawił swojej mamie prezent o czym niedawno wspominał. Jak zauważa, życie po karierze wcale takie złe nie jest – Fajne jest życie emeryta. W końcu można jeść jak człowiek, żyć i iść spać, kiedy tylko ma się na to ochotę, a nie, kiedy trzeba. Aktualnie trenuję mniej. Tak 2-3 razy w tygodniu, jak tylko mam na to czas. Ruszam się dla zdrowia. Kiedy byłem sportowcem, to trenowałem siedem razy w tygodniu – zakończył.

Postaw mi kawę na buycoffee.to