PGE Ekstraliga – Bayersystem GKM Grudziądz po pogromie nad Gezet Stalą. „Cieszy dobra jazda i atmosfera w zespole.”

Bayersystem GKM Grudziądz w ostatnim meczu najlepszej żużlowej ligi na świecie nie dał szans na swoim obiekcie Gezet Stali Gorzów, wygrywając aż 58:32. Po spotkaniu rozmawialiśmy z Kevinem Małkiewiczem oraz Vadimem Tarasenką, współautorami sukcesu „Gołębi”.

W dzień dziecka, grudziądzanie bez większych problemów rozprawili się z gorzowianami. Gospodarze od początku kontrolowali przebieg meczu, prezentując solidną i wyrównaną jazdę. Po meczu Kevin Małkiewicz w rozmowie z ŻużelNews.pl podsumował swój występ, zwracając uwagę na rzeczy które ma do poprawy. Sam zainteresowany tego dnia wywalczył pięć punktów z bonusem i nie ukrywał satysfakcji ze swojej zdobyczy.

– Emocje zdecydowanie pozytywne. Udało się wygrać mecz, ja też dołożyłem fajne punkty do wyniku drużyny, więc wszystko na plus. Cieszy dobra jazda i dobra atmosfera w zespole – mówił tuż po meczu dla ŻużelNews.pl

Zawodnik przyznał, że wprowadzał podczas meczu drobne korekty w ustawieniach motocykla, które pomogły mu lepiej dopasować się do zmieniającego się toru. Największym problemem jego zdaniem były jednak starty:

– Z punktów jestem zadowolony, ale ze startów już nie do końca. Czasami zostaję na starcie jak małe dziecko – i to coś, co muszę wyeliminować. Starty są kluczowe i wiem, że muszę je dopracować do perfekcji.

Mimo wysokiej wygranej na domowym torze, Małkiewicz podkreślił, że Bayersystem GKM nie zamierza się oszczędzać w rewanżowym spotkaniu:

– Jeśli wszyscy położymy ręce na pokład, to jesteśmy w stanie dowieźć korzystny rezultat w Gorzowie. Wszystko jest w naszych rękach – podkreślił na łamach ŻużelNews.pl

Przeciwko Gezet Stali dobre spotkanie odjechał Vadim Tarasenko, który długo czekał na swoje przełamanie. Rosjanin z polskim obywatelstwem nie owijał w bawełnę i zdradził, że eksperymenty sprzętowe, które testował kompletnie się nie sprawdziły.

– Pracuję nieustannie nad sprzętem, ale wszystkie nowinki na ten sezon wywaliłem. Wróciłem do sprzętu z tamtego roku i to zdało egzamin. Szkoda tylko pieniędzy i czasu, które wcześniej włożyłem w testowanie różnych rzeczy – przyznał szczerze.

Tarasenko podkreślił też trudności związane z dynamicznie zmieniającym się torem – Tor zmieniał się diametralnie, zwłaszcza po polaniu wodą. Nie jesteś w stanie w stu procentach dopasować się do każdego biegu. Musimy coś z tym zrobić, bo w takich warunkach każdy bieg to trochę loteria – dodał.

Na pytanie o rewanż w Gorzowie odpowiedział bez zawahania – Oczywiście, że jesteśmy w stanie utrzymać tę przewagę. Gdybym miał w to wątpić, to nie powinienem się nazywać zawodowcem. Jedziemy po swoje – skwitował.

Marta Zielińska

Postaw mi kawę na buycoffee.to