PGE Ekstraliga – Marcin Murawski: Zdecydowaliśmy, że potrzebujemy kolejnego lidera.

Bayersystem GKM Grudziądz drugi rok z rzędu znalazł się w fazie play-off. Sternik ekipy z Kujawsko-Pomorskiego podsumował minione rozgrywki, a także opowiedział o zakończonym okienku transferowym. Nie zabrakło kilku słów kontekście przyszłego roku.

Grudziądzanie po historycznym awansie do fazy play-off w 2024 roku, poszli za ciosem i znaleźli się w tegorocznej najlepszej czwórce sezonu zasadniczego PGE Ekstraligi. Tam wiele „Gołębie” nie zdołały namieszać, ale Prezesa Marcina Murawskiego cieszy powtarzalność i kolejny postawiony krok w drodze do walki o medale DMP.

– Zaczęliśmy sezon naprawdę dobrze, trzy pierwsze spotkania ułożyły się po naszej myśli, a nawet nad to co planowaliśmy. Trzy zwycięstwa, z czego dwa na wyjeździe, dawały nam dobre wejście w rozgrywki, ale nie popadaliśmy w hurraoptymizm, bo wiedzieliśmy, że czekają nas zdecydowanie trudniejsze starcia. Do każdego meczu podchodziliśmy z pokorą i nie rozdawaliśmy sobie medali. Liczyło się dla nas pozostanie w czołowej czwórce i wiedzieliśmy, że pojedynek o play-offy będzie się toczył do samego końca. Wiedzieliśmy, że awans jest w naszych rękach. Nie chcieliśmy zostawiać tego losowi i czekać na wyniki innych drużyn. Sami chcieliśmy się tam dostać i na całe szczęście się to udało. Top 3 ligi jest poza zasięgiem innych drużyn, przede wszystkim ze względów budżetowych. Są to ośrodki zdecydowanie większe, ale my się nie poddajemy i małym krokami gonimy – rozpoczął – Dumnie się patrzyło na to jak w Lublinie nasza drużyna walczyła jak równy z równym z faworytami. Ogólnie sezon skończyliśmy tak jak wielu przypuszczało, ale wstydu nie przynieśliśmy. Wrocław w meczu o brąz był bardzo zmotywowany po porażce z Toruniem i widać było, że Betard Sparta nam nie odda tego krążka. Poszły tam wszystkie ręce na pokład, a determinacja była widoczna gołym okiem. Nikt z Wrocławia nie przypuszczał, że nie wygrają wysoko u siebie, a w rewanżu na grudziądzkim torze w ramach podziękowań dla kibiców, chcieliśmy za wszelką cenę wygrać. Mimo przeszkód, chłopacy gryźli tor i walczyli do samego końca, a ozdobą całego sezonu z pewnością był piętnasty bieg tego dwumeczu – tłumaczył na łamach kanału YouTube Ekstraligi Żużlowej.

Sternik z Grudziądza opowiedział także nieco szerzej o konstruowaniu drużyny na sezon 2026. Murawski wspomniał również o minionym już okienku transferowym, gdzie z Grudziądzem pożegnał się Jakub Miśkowiak – Na sezon 2025 stworzyliśmy zbalansowaną drużynę, gdzie każdy każdego mógł zastąpić, a dobre wyniki w przekroju całych rozgrywek pokazały, że dokonaliśmy dobrych wyborów. Naszym motorem napędowym nie tylko na torze, ale i w parku maszyn jest Michael Jepsen Jensen i jest przeogromnie szczęśliwy, że z nami zostaje – rozpoczął – Dawno nie było mi żal z kimś się żegnać, jak miało to miejsce przy Jakubie MIśkowiaku. Razem ze swoim wujkiem Robertem, idealnie się wpasowali w zespół i zabrakło naprawdę niewiele, aby wywalczył sobie miejsce w składzie. Po analizach ze sztabem szkoleniowym wybraliśmy Maksyma Drabika. Pokazał on, że ogromne możliwości i potrafi być liderem zespołu jak i czołowym zawodnikiem PGE Ekstraligi. Zdecydowaliśmy, że potrzebujemy kolejnego mocnego żużlowca, który będzie w stanie pociągnąć drużynę w trudnym momencie – przekonywał.

– Zawsze konsultujemy się na linii prezes-trener. Nie wyobrażam sobie, żeby układać skład bez żadnej wiedzy swojego szkoleniowca. To w końcu on odpowiada za wyniki drużyny i na co dzień ma do czynienia z tą grupą. Zawsze staram się w miarę możliwości spełniać nasze koncepcję, ale najważniejszy jest budżet, który musi się spinać – dodał.

Prezes Murawski nie ukrywał, że celem jest kolejny rok z rzędu zakończony w czołowej czwórce, jednak włodarz jest świadom, że rywale nie spali i dokonali bardzo mocnych transferów, co tylko uatrakcyjni pojedynek o miejsce pośród czołówki.

Postaw mi kawę na buycoffee.to