Deprecated: Funkcja WP_Dependencies->add_data() została wywołana z argumentem, którego użycie jest przestarzałe od wersji 6.9.0! Komentarze warunkowe IE są ignorowane przez wszystkie obsługiwane przeglądarki. in /home/vh10705/zuzelnews.pl/wp-includes/functions.php on line 6131

Żużel – Greg Hancock zachwala Bartosza Zmarzlika. „Wypracował u rywali strach.”

W minionym sezonie Bartosz Zmarzlik sięgnął po szósty tytuł mistrzowski zrównujący go z legendami – Tony’m Rickardssonem i Ivanem Maugerem. Czempion nie zamierza zwalniać i każdy o tym wie. Ciekawą tezę postawił Greg Hancock, który zauważa w czym tkwi przewaga Polaka.

Greg Hancock, czterokrotny mistrz świata i absolutnie długowieczny żużlowiec, jest jednym z najbardziej uznanych głosów w środowisku. Popularny „Grin” przyjrzał się obecnej sytuacji w cyklu Speedway Grand Prix. Amerykanin wrócił myślami do kilku generacji czarnego sportu, których był częścią począwszy od klasycznych IMŚ przed 1995 rokiem, aż po narodziny cyklu Speedway Grand Prix. Choć Hancock przyznał, że motocykle oraz zaplecze technologiczne zmieniły się diametralnie, to w jego ocenie największa rewolucja dokonała się w zupełnie innym obszarze.

– Jest pewnego rodzaju luka między naprawdę trudnymi dla pozostałych zawodników rywalami, najlepszymi z najlepszych, a resztą „przeciętnych”. Czy ci drudzy kiedykolwiek będą w stanie ich dogonić? – zastanawiał się czterokrotny mistrz świata na łamach ekstraliga.pl.

Mowa jednak nie o sprzęcie, bo ten jest u wszystkich na najwyższym poziomie, a każdy z tunerów gotów jest stworzyć genialny silnik. Chodzi w tym wszystkim przede wszystkim o nastawienie mentalne.

– Wszyscy są szybcy, ale trzeba umieć to wszystko złożyć. Musisz mieć większy głód rywalizowania niż reszta – podkreślił.

Co prawda przed rokiem, mogliśmy obserwować genialną batalię Bartosza Zmarzlika z Brady’m Kurtzem, jednak to Polak ma wielką przewagę nad rywalami. Zdaniem „Grina” sześciokrotny czempion ma swoisty handicap – Wypracował przez ten czas pewnego rodzaju strach u swoich rywali, który brzmi dla nich: „nie mam z nim szans”. Zdarza się, że jak się zbliża, oni myślą tylko o tym, co on zrobi, kiedy ich wyprzedzi. Czasami wręcz „otwierają mu drzwi” – tłumaczył Amerykanin.

– Moment startowy to na pewno nie jest największy atut Bartosza Zmarzlika, ale on tego nie potrzebuje. To nawet większa frajda dla nas, aby oglądać, jak zaczyna pracować na torze i wyprzedać kolejnych rywali. On wtedy po prostu pokazuje swoja magię – dodał Hancock.

Amerykanin szerzej spojrzał też na współczesne realia cyklu. Jego zdaniem rozwój Grand Prix, choć bezsprzecznie pozytywny pod względem organizacyjnym i marketingowym, miał swoją cenę. Jednodniowy format zawodów, ogrom obowiązków medialnych i nieustanne podróże między turniejami a ligą generowały potężne obciążenie mentalne – Zawodnicy „ubierają uśmiech”, pokazują, że wszystko gra, ale w środku toczą walkę o to, jak to wszystko pogodzić – podkreślił.

Hancock zaznaczył, że współczesny żużlowiec przez większą część dnia pozostawał w stanie permanentnej gotowości. Jeśli miał dla siebie 20 minut, był to luksus. Kibice byli bliżej zawodników niż kiedyś, lecz sami zawodnicy mentalnie coraz częściej funkcjonowali jak w trybie zadaniowym, niemal automatycznym.

W jego ocenie właśnie w takich warunkach różnice między elitą a resztą zaczęły się pogłębiać. W środowisku ciągłej presji i przyspieszenia przetrwali tylko ci, którzy mieli naturalną przewagę mentalną i potrafili zarządzać energią przez osiem miesięcy sezonu. Bo dziś jak wynikało z jego słów w Grand Prix nie wystarczało być szybkim. Trzeba było być odpornym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Postaw mi kawę na buycoffee.to