Żużel – Piotr Świst bez owijania w bawełnę. „Chyba bali się zrobić to własnymi rękami.”

Drogi Piotra Śwista i Gezet Stali Gorzów nie tak dawno się rozeszły. Legenda klubu w ostatnim z wywiadów nie gryzł się w język i opowiedział jak pożegnanie wyglądało z jego perspektywy. Nie zabrakło odniesień do zarządu jak i samego Piotra Palucha, który go zastąpił w roli szkoleniowca.

Piotr Świst w poprzednim sezonie otrzymał bardzo proste i jednocześnie bardzo trudne zadanie utrzymania Gezet Stali Gorzów w PGE Ekstralidze. W eksperymentalnym zestawieniu „Twisty” z pomocą nieszablonowych decyzji taktycznych, podołał wysoko zawieszonej poprzeczce. Mimo to dla Śwista miejsca w klubie na kolejny rok zabrakło. Rolę szkoleniowca przejął Piotr Paluch, a zarząd przez zwolnienie lekarskie byłego żużlowca, musiał czekać aż do czerwca z zakończeniem współpracy. O kulisach rocznej przygody w Gezet Stali na antenie Radia Gorzów opowiedział szerzej sam Świst.

– Miałem być zwolniony jeszcze przed zwolnieniem lekarskim. Ale ja już czułem się zwalniany, zanim zacząłem tę pracę, zanim zostałem trenerem. Czułem, że jestem lekko wsadzany na minę, bo działy się różne rzeczy. Objąłem zespół w bardzo trudnym momencie. W telewizji gorzowskiej zwalniano mnie przez cały sezon, mimo że robiłem naprawdę świetną robotę. To ja utrzymałem tę drużynę w PGE Ekstralidze, a robiono wszystko, żeby wytykać mi błędy, których praktycznie nie było. Dzisiaj siedzą cicho i nic nie mówią o błędach, a one są duże. Ja czułem się zwalniany przez cały sezon, ale nastąpiło to dopiero teraz. Spodziewałem się tego. Rozstanie było takie, jakie było. Wykorzystali do tego nową panią dyrektor. Chyba bali się zrobić to własnymi rękami. Pan Głuchy opowiadał, jakim był kolegą Edwarda Jancarza, a ze mną zrobili to samo co z Jancarzem, mimo że jestem zawodnikiem, który zdobył najwięcej punktów dla tego klubu. Mam też ponad 20 medali, a potraktowano mnie jak ostateczne zło – wyliczał Piotr Świst.

Były zawodnik odsłonił także nieznane dotąd fakty współpracy z młodymi zawodnikami Gezet Stali. Świst starał się jak mógł służyć radą Oskarowi Chatłasowi czy Igorowi Kordunowi, lecz na drodze legendy klubu stanął Piotr Paluch, który postawił jasny sprzeciw temu wariantowi.

– Chłopcy rozmawiają ze mną. Igor Kordun chciał, żebym z nim jeździł. Byłem na dwóch zawodach. Chciał, żebym pojechał z nim do Wrocławia. Powiedziałem, że musimy wpisać mnie na listę. Zadzwoniłem do Krzysztofa Orła, który stwierdził, że musimy skontaktować się z trenerem. Ale co oni mają do tego? Zawodnik chce, żebym z nim jechał, i żaden trener nie będzie ustalał, czy mogę jechać z zawodnikiem, czy nie. Kilka godzin później zadzwoniono do mnie z informacją, że Głuchy się nie zgodził i na ligę mam nie jechać. To jest bardzo przykre. Wszystko jest robione na złość, pod górkę. To są jakieś gierki. Najbardziej odczuwam je ze strony sztabu szkoleniowego. Przyszedłem do pracy i mówię, koledzy, musimy coś zrobić, dajcie mi pracę, bo szwendam się po parkingu. Chłopcy mówili, przyjedź na trening. Chodziłem na te treningi, gdy Paluch je prowadził. Ma ligę, ma U24, niech tam sobie rządzi, ale chłopaków nie da, choć spokojnie mógłbym prowadzić te treningi. Zrobiono jednak wszystko, żebym nie mógł – tłumaczył.

Piotr Świst wysnuł także dość ciekawą teorię w kontekście Oskara Chatłasa, który nie tak dawno był absolutnie odstawiony na boczny tor w klubie. Zdaniem legendy wszystko to stało się przez obawy Piotra Palucha.

– Serce się raduje, że taki chłopak jak Chatłas, który dwa razy był wyrzucany ze szkółki przez Piotra Palucha, tak jedzie. Kiedy przyszedłem do klubu, od razu słyszałem „tego wyrzuć, tamtego wyrzuć, bo oni się nie nadają”. W tym gronie był Chatłas. Nie mogłem jednak przyjść i zwolnić chłopaka, nie wiedząc nawet, jak zachowuje się na torze. Zobaczyłem Oskara. Przyznaję, walił w płot niesamowicie. Ale serce się raduje, że mój wychowanek zaczyna jeździć, choć wciąż dostaje za mało szans. Powinien je dostawać częściej. Ostatnio pojechał i świetnie się zaprezentował. Gdyby więcej jeździł, nie ustępowałby Paluchowi. Prosiłem, błagałem, żeby dawać mu szanse w U24, bo Westy i inni przyjeżdżali, a nasi chłopacy siedzieli. Trochę nieśmiało zaczęto go wpuszczać. Śmiali się ze mnie, ale Oskar pokazuje dobrą jazdę – podkreślał.

Podczas wywiadu Świst pytany był o to co dalej z jego przyszłością. Były zawodnik jak przyznaje jest otwarty na opcje – Musielibyśmy usiąść i porozmawiać. Bardzo dużo dało mi to, że byłem trenerem. Analizy meczów, ustalanie składu. Jestem pozytywnie nastawiony do wszystkiego. To był bardzo trudny poligon doświadczalny. Nie powiem też nie żadnemu zawodnikowi – skwitował były trener Gezet Stali.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Postaw mi kawę na buycoffee.to