Żużel – Robert Lambert: To znak, że tak miało być.

Robert Lambert przerwał hegemonię Bartosza Zmarzlika i zasiadł na tronie cyklu Speedway Grand Prix. Brytyjczyk po zawodach nie ukrywał swojego szczęścia, a na jego twarzy pojawiły się łzy radości. Jak sam zaznacza, kompletnie nie spodziewał się, że uda mu się ograć rywali w drodze po złoto.

Przed Toruńskim finałem w walce o złoto liczyli się Robert Lambert, Bartosz Zmarzlik i Brady Kurtz. Historyczny pojedynek nabrał jeszcze większych rumieńców po sprincie kwalifikacyjnym, a co dopiero w trakcie samych zawodów. W nich błyszczał Robert Lambert, który pomylił się tylko raz w bezpośrednim pojedynku z Polakiem. Później był już klasą samą dla siebie, zdobywając kolejno pięć trójek, a co za tym idzie wygrywając zawody.

– To niewiarygodne uczucie wygrać na swoim domowym stadionie. W przeszłości miałem w Toruniu kilka słabych turniejów Grand Prix i trochę pecha. Trudno było tu przyjechać, słysząc zewsząd, że moje występy w GP na tym torze bywały fatalne. Z drugiej strony, w lidze jestem w niesamowitym gazie. Cieszę się, że w końcu udało mi się pojechać tu równie stabilnie, co w rozgrywkach ligowych. Toruń to mój domowy klub, a także miejsce, w którym na co dzień mieszkam. Odniesienie tutaj zwycięstwa to coś absolutnie wyjątkowego. Kiedy to w końcu do mnie dotrze, to będzie niesamowite uczucie – tłumaczył na gorąco po zawodach nowy mistrz świata.

Lambert po pierwszych czterech rundach tracił do lidera aż 24 oczka, po czym we Wrocławiu zajął drugie miejsce i do końca cyklu był najmocniejszym zawodnikiem w stawce. Po drodze zawodnik rodem z Norwich wygrał trzy rundy, dorzucając trzy drugie miejsca i finiszując z dorobkiem 162 punktów. Jak sam przyznaje ten tytuł był czymś kompletnie nieoczekiwanym.

– Zdobycie tytułu mistrza świata jest czymś zupełnie niespodziewanym. Na dojście do tego punktu złożyło się mnóstwo zakulisowej pracy. Jestem pewien, że Bartek czuł to samo za każdym razem, gdy zostawał mistrzem świata – mam do niego wielki szacunek – przyznał otwarcie Lambert.

– To wszystko wciąż do mnie dociera i pewnie minie jeszcze kilka dni, zanim dotrze w pełni. Jestem niesamowicie szczęśliwy. Zupełnie nie spodziewałem się ani nie planowałem tego, co wydarzyło się w drugiej połowie sezonu. Przyszło to jakoś tak naturalnie, a kiedy wszystko układa się w ten sposób, to znak, że tak miało być. Znalezienie się w tym miejscu wymagało mnóstwa ciężkiej pracy, ale kiedy wejdziesz już we właściwy rytm, to po prostu idzie z górki – dodał kończąc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Postaw mi kawę na buycoffee.to