KLŻ – Wybrzeże było blisko, jednak się nie udało. Dyrektor podsumował sezon.

Szybki powrót na poziom Metalkas 2. Ekstraligi był celem Wybrzeża Gdańsk. Aż do finałowego starcia wszystko przebiegało idealnie zgodnie z planem. W nim, jednak mocno zaskoczyła Pronergy Polonia Piła i wydarła z rąk faworyta awans. Mariusz Kędzielski opowiedział o minionych rozgrywkach.

W sezonie zasadniczym tylko raz podopieczni Lecha Kędziory uznali wyższość rywala, już w drugiej kolejce Ultrapur Start Gniezno pokazał swoje ambicje w walce o awans. Po kuble zimnej wody, pomorzanie wrócili na zwycięski szlak, z którego nie schodzili aż do finału. W kluczowym momencie sezonu Wybrzeże nie podołało wyzwaniu rzuconemu przez Pronergy Polonię Piła i to zespół z Grodu Staszica sensacyjnie zameldował się na zapleczu PGE Ekstraligi. Na podsumowanie roku na łamach polskizuzel.pl zdecydował się Mariusz Kędzielski, Dyrektor Zarządzający Wybrzeża – Nawet po najbardziej nieoczekiwanej i bolesnej porażce trzeba docenić klasę rywala i jednocześnie umieć się podnieść. Jasne, że finałowy dwumecz mocno dał nam w kość i ta świadomość porażki cały czas do nas wraca, ale prawdę mówiąc, to był jeden zły dzień w całym dobrym sezonie. Natomiast nie ma co ukrywać, że plany na przyszłość wywróciły nam się do góry nogami. O losie całych rozgrywek zdecydował jeden zły dzień. Nie ma żadnych argumentów, by mówić, że zbudowaliśmy źle skład, czy aby mieć pretensje do zawodników. Jesteśmy bardzo zadowoleni ze współpracy z większością zawodników – tłumaczył.

Kędzielski w wywiadzie odniósł się do sytuacji z Marcusem Birkemose, który w ostatnich tygodniach bardzo niepochlebnie wypowiadał się o samym klubie jak i osobie Kędzielskiego – Przyznaję, że popełniliśmy jeden błąd, a właściwie ja popełniłem, bo był to mój pomysł, kontraktując przed sezonem zawodnika na pozycję numer osiem. To wprowadzało niepotrzebny zamęt w zespole – rozpoczął działacz – Myślę, że cała sprawa zakończy się polubownie. Mamy już za sobą pierwszy sukces. Menedżer zawodnika doczytał regulamin i zrozumiał, z czego wynika potrącenie kwoty stałej za uraz odniesiony w Danii, powodujący nieobecność w meczach ligi polskiej i skorygował fakturę. Liczę na to, że kiedy zagłębi się w tę lekturę jeszcze bardziej, to znajdzie tam punkt mówiący, że klub obciąża zawodnika kosztami produkcji odzieży teamowej, a także, że klub pokrywa koszt kombinezonu do kwoty 3500,00 zł netto, a za resztę płaci zawodnik. Potem już powinno być z górki, kiedy okaże się, że w załączeniu do potrącenia dostarczyliśmy faktury bezpośrednio z hoteli, więc nie ma mowy o zawyżaniu kwot – zaznaczył.

Mimo porażki w sezonie 2025, nikt w Gdańsku głów nie spuszcza i panuje mocne przekonanie o niedokończonych sprawach – Jeśli będzie zielone światło od właściciela, chcielibyśmy zbudować silny skład i dokończyć to, czego nie zrobiliśmy w tym sezonie – skwitował.

W rozmowie padły słowa na temat budżetu zespołu. Ten z relacji Mariusza Kędzielskiego wyniósł 5 milionów złotych i w klubie nie przewidują, aby miał on urosnąć w kolejnej kampanii. Po upadku awansu do M2E zmieniła się także koncepcja sponsorska, a co za tym idzie w klubie mocno pracują, aby kasa klubowa nie ucierpiała.

–  Generalnie, pomijając finał, ten rok trzeba ocenić pozytywnie. Pamiętajmy, gdzie klub był 12 miesięcy temu. Od zera zbudowaliśmy szkółkę i warsztat, zatrudniając dwóch trenerów i trzech mechaników. Efekt widać w postaci pięciu licencji zdobytych przez naszych zawodników oraz tego, jaki postęp zrobili Miłosz Wysocki czy Eryk Kamiński. Nie mieliśmy problemów z torem, mecze były ciekawsze, do tego dodaliśmy sporo działań marketingowych, a to automatycznie przełożyło się na bardzo dobrą frekwencję. To na pewno cieszyło najbardziej. Chcielibyśmy pójść dalej, wzmocnić klub administracyjnie, bo większość roku działaliśmy maksymalnie w cztery osoby, co nie jest łatwe – podsumował Dyrektor Zarządzający Wybrzeża Gdańsk.

Postaw mi kawę na buycoffee.to