PGE Ekstraliga – Oskar Paluch: Każdy z nas wiedział, że to będzie trudny rok.

Gezet Stal Gorzów w sezonie 2025 do samego końca walczyła o utrzymanie w PGE Ekstralidze. Do tamtych chwil wrócił Oskar Paluch, który dodatkowo podsumował całe rozgrywki, które dla niego były wyjątkowo zapracowane.

19 – letni wychowanek gorzowskiej Stali w minionym sezonie był jednym z najbardziej zapracowanych zawodników w PGEE. Paluch na torze pojawił się 93 razy, a częściej pod taśmą ustawiali się jedynie Anders Thomsen, Martin Vaculik czy Rohan Tungate. Junior siódmej drużyny elity w sezonie 2025, wypracował w tym czasie średnią na poziomie 1,462 pkt/bieg, co uplasowało go na 37. pozycji pod względem skuteczności w najlepszej żużlowej lidze świata.

– Myślę, że każdy z nas przed sezonem wiedział, że to będzie trudny rok. Celem było utrzymanie w PGE Ekstralidze i udało nam się to osiągnąć. To całe ciśnienie z nas zeszło dopiero, gdy wiedzieliśmy, że mamy zapewniony byt. W końcu jestem wychowankiem, więc losy macierzystego klubu zawsze są ważne, a zwłaszcza, kiedy jeździ się w niej. Bardzo mi zależało na tym, żeby się utrzymać. W końcu spędzam tu bardzo dużo czasu, nie tylko wtedy, gdy mam treningi, czy też mecze. Kiedy miałem tam swój warsztat, to wraz z teamem siedzieliśmy tam dosłownie do nocy, aby popracować albo się integrować. Jancarz to mój drugi dom! Niekiedy spędzam tam więcej czasu niż w domu, zdarzają się takie dni. – podkreślał w rozmowie z stalgorzow.pl.

Paluch wrócił do świetnego dla siebie meczu rewanżowego w barażu o PGE Ekstraligę. Na Jancarzu 19 – latek zdobył rewelacyjne 16 punktów z dwoma bonusami, prowadząc swój zespół do kluczowej wygranej – Tamtego wieczoru chciałem zrobić wszystko, abyśmy się utrzymali, ale też, chciałem spisać się lepiej niż w Bydgoszczy. Tam zabrakło kilku rzeczy, więc chciałem się odkuć. Wyszło lepiej niż myślałem. Bardzo mnie podbudowało to, że te 16+2 zdobyłem w dużej mierze na seniorach Polonii. Z pamięci mogę wymienić, że dojeżdżałem do mety przed Łoktajewem, Buczkowskim i Huckenbeckiem. Byłem bardzo ciekawy pojedynku z Brennanem, który też sobie świetnie radził, ale Tom upadł na prowadzeniu zaraz po starcie. Chciałem się z nim bardzo pościgać, bo myślę, że w tamtym biegu kapitalnie byśmy powalczyli – wspominał.

Dla wychowanka Stali Gorzów udane były także występy przy Gliwickiej 72, gdzie miał okazje po raz pierwszy ligowo rywalizować – Oba mecze rozgrywane przy G72 mi dobrze wyszły, a do tego roku nigdy nie miałem okazji pojechać ligowo w Rybniku. Pierwszy mecz przegraliśmy. Złożyło się na to kilka czynników, m.in. defekt Martina i beniaminek nas ograł, co trzeba było “przyjąć na klatę”. Ja odjechałem wtedy jeden z najlepszych meczów w mojej dotychczasowej karierze. I to pomimo upadku, który przytrafił mi się w biegu juniorskim – podkreślał.

Na sam koniec Paluch wspomniał o swoich indywidualnych osiągnięciach w zawodach. Te jego zdaniem nie były najlepsze – Niestety, znowu czegoś w nich zabrakło. Nie wykorzystałem szans w Poznaniu z IMP i Świętochłowicach, gdzie walczyliśmy w Srebrnym Kasku o przepustki do eliminacji SGP2. Tam miałem pecha, bo przed ostatnią serią startów przestało chodzić pole D, jak wcześniej, co dawało sporą przewagę. Żałowałem, tym bardziej że zawody zacząłem od pokonania głównych faworytów, więc niedosyt był ogromny. Taki jest jednak żużel. Zawody indywidualne dla mnie są ogromną huśtawką -skwitował.

Postaw mi kawę na buycoffee.to