Metalkas 2. Ekstraliga – O co będzie walczył H. Skrzydlewska Orzeł? „Przede wszystkim o dobre widowiska.”

Sezon 2026 dla łódzkiego Orła ma być zdecydowanie lepszy niż miniony. Zdaniem Witolda Skrzydlewskiego nowy skład ekipy z centrum Polski, może zapewnić zdecydowanie lepsze widowiska niż miało to miejsce.

Kolejne rozgrywki i kolejny nowy skład H. Skrzydlewska Orła Łódź. Działacze w okienku transferowym postawili na kilka sprawdzonych nazwisk jak i kilka niespodzianek. Witold Skrzydlewski w rozmowie z lodzkisport.pl otwiera się na temat budowy zespołu.

– Ja nigdy nie wybieram zawodników. To trener szuka żużlowców, oni przedstawiają swoją ofertę i później w jakimś sensie zależy ode mnie czy nas na to stać, czy jednak nie. Muszę pamiętać o tym, że w przypadku zaległości wobec zawodników, na koniec sezonu nikt nie będzie mówił, że to Orzeł nie płaci, tylko że Skrzydlewski nie płaci. Nie mogę sobie na to pozwolić – rozpoczął biznesmen – Na pewno jest to droższa drużyna niż rok temu. W zeszłym sezonie zrobiliśmy „last minute”. Zawodnicy nie mieli, gdzie podpisać kontraktów i my ich nieco przyparliśmy do muru. Teraz kibice pytali, dlaczego nie zatrzymaliśmy niektórych zawodników. No jak ktoś miał kontrakt na poziomie 200 tysięcy, a chciał 600, to jest przesada. 300 tysięcy może i byśmy dali, ale nie więcej. Więc poszedł gdzieś, gdzie mu obiecali 500 tysięcy. A swoją drogą myślę, że każdy z zawodników, który nie skorzystał z opcji nowego kontraktu u nas, będzie żałował. W nowym sezonie postawiliśmy na młodych zawodników, którzy bardzo chcą się pokazać, wzmocniliśmy się dwoma juniorami. Mamy Villadsa Nagela, który według mnie będzie lepszy niż Andersen – tłumaczył Skrzydlewski.

Zdaniem jedynego w swoim rodzaju prezesa, H. Skrzydlewska Orzeł Łódź ma jedno naczelne zadanie – wygrywać u siebie – Będziemy walczyć przede wszystkim o dobre widowiska i o to żebyśmy zaczęli u siebie wygrywać mecze. Ważne, żeby wszyscy przejechali najbliższy sezon w zdrowiu. Bardzo liczę na to, że w końcu na łódzkim torze będziemy zdobywać punkty, dlatego też bardzo się cieszę, że udało nam się ściągnąć z powrotem Rafała „Shazę” Pilarskiego – podkreślił prezes klubu.

Przy okazji wywiadu Skrzydlewski uchylił rąbka tajemnicy, jak doszło do tego, że runda Speedway Grand Prix zawita do Łodzi – Do ostatniej chwili myślałem, że wypadliśmy z tej gry. Weszliśmy na miejsce Stali Gorzów, która miała wielkie zaległości finansowe, ale w ostatniej chwili wszystko zostało spłacone. W czwartek rano byłem przekonany, że nic z tego nie będzie. Kilkanaście godzin później dostałem jednak informację, że jesteśmy w harmonogramie i SGP odbędzie się w Łodzi. Nie mam wątpliwości, że bez pani prezydent Zdanowskiej, pana wiceprezydenta Piotrowskiego, prezesa Sikory i prezesa Stępniewskiego nie mielibyśmy tego Grand Prix. Władze miasta były od początku pozytywnie nastawione na ten pomysł. Ta impreza naprawdę może nam bardzo dużo dać – rzekł.

Sternik odparł także zarzuty o zbyt wysokich cenach biletów. Te wszak zaczynają się od 350 złotych, a sięgają nawet za najlepsze wejściówki 1700 złotych – To nie są wygórowane ceny. Podobne, a nawet większe kwoty trzeba zapłacić chociażby za bilet na jakiś koncert. Tak to dzisiaj wygląda. Jeśli nie sprzedamy tych biletów, to wtedy osoby, które twierdzą, że wejściówki są za drogie, będą miały rację. Ale jeśli w ciągu kilku tygodni wyprzedamy wszystkie bilety, to wyjdzie na nasze – zadeklarował.

Na sam koniec Witold Skrzydlewski podzielił się ciągle tlącym się w jego sercu marzeniem. Biznesmen od lat walczy o to, żeby frekwencja na Moto Arenie Łódź podczas ligowych starć wzrosła – To jest piękny i widowiskowy sport, a do tego atmosfera na trybunach jest iście rodzinna, tutaj nie ma żadnej wrogości. Mało kto o tym głośno mówi, ale na nasz stadion przychodzą fani Widzewa oraz ŁKS-u i kibicują jednej żużlowej drużynie. Bardzo ważne jest to, by wygrywać u siebie mecze ligowe. Poza tym mam nadzieję, że te wielkie imprezy przyciągną nam kibiców nie tylko z regionu, ale m.in. z Warszawy, bo przecież tam żużla nie ma. Największym problemem żużla jest pogoda. Wybierając się na mecz z Łowicza czy Sochaczewa trzeba mieć pewność, że mecz się odbędzie. Dlatego kibice spoza Łodzi, ale też sami łodzianie często nie uwzględniają w weekendowych planach meczów żużlowych, bo zdarza się tak, że mecz zostanie odwołany w ostatniej chwili. Uważam, że jeśli my nie zakryjemy stadionów, to żużel w Polsce zdechnie, bo plandeki nie rozwiązują tego problemu. Myślę, że ten stadion doczeka się dachu. I dopiero wtedy zainteresowanie żużlem zdecydowanie wzrośnie – skwitował.

Działacz wrócił także do kwestii awansu do PGE Ekstraligi. Ten H. Skrzydlewska Orzeł już w swojej historii wywalczył, jednak z niego nie skorzystał. Skrzydlewski podkreśla, że nie rzuci wszystkiego na jedną szalę, żeby walczyć o promocję do wyższej klasy rozgrywkowej.

Postaw mi kawę na buycoffee.to