Czy Chris Holder zdąży przed końcem sezonu

PGE Ekstraliga – Holder nie zdąży przed końcem sezonu?

FOGO Unia Leszno w tym roku trapiona jest bardzo mocno przez nieszczęśliwe sploty wydarzeń. Połowa głównego składu jest kontuzjowana, a powrotu lidera z Australii przed końcem rozgrywek wydaje się nierealny.

Można by rzec, że nad Bykami wisi istne fatum. Rozpoczęło się od kontuzji Chrisa Holdera. W jego miejsce pojechał Nazar Parnicki i po chwili wypadł z powodu urazu. Do listy tej po niedługim czasie dołączył także Grzegorz Zengota, a także Janusz Kołodziej. Piotr Baron tym samym musiał łatać skład swoimi juniorami oraz sprowadzonym Adrianem Miedzińskim.

Wyniki Leszczynian jednak w ostatnim czasie nie napawają optymizmem szczególnie, że Grudziądzanie łapią wiatr w żagle, a Wilki z Krosna potrafią sprawić niespodziankę. Wydaje się, że powrót Holdera do składu dałby sporo Unii, lecz jak sam przyznał w rozmowie z Monster Energy ten jest pieśnią odległą.

„To już dziewięć tygodni, przez większość czasu nie noszę ortezy na szyi i czuję się całkiem dobrze, ale to jeszcze nie ten moment na powrót. Muszę teraz wzmocnić szyję, ponieważ kiedy nie poruszasz nią przez tak długi czas, tracisz całą otaczającą ją ochronę. Mam kilka ćwiczeń do wykonania i muszę tylko dać jej trochę więcej czasu, aby była wystarczająco silna. Chcę wrócić na mistrzostwa świata pod koniec lipca, to jest mój cel. Ten sezon był naprawdę katastrofalny z powodu kontuzji, ale gdybym mógł wrócić na mistrzostwa świata i ścigać się w Australii, uratowałbym trochę ten rok. Nie wydaje mi się, żebym potrzebował dużo wyścigów przed tym, dobrze byłoby wycisnąć kilka spotkań, jeśli będę mógł, ale jeżeli będę mógł spędzić dzień na motocyklu, tylko po to, by wrócić do formy, myślę, że będzie dobrze.”

Sam zainteresowany przyznał także, że kluczowy jest czas na regeneracje po kontuzji. Zbyt wczesny powrót mógłby zakończyć się tragicznie dal Kangura.

„Uszkodziłem sobie dwa kręgi szyjne, z jednym nie było tak źle, ale drugi został złamany z przodu i przebity praktycznie na pół. Specjalista w Anglii powiedział, że gdybym nie był żużlowcem, to zoperowałby to od razu, ale gdybym znowu uderzył w to miejsce, to konsekwencje mogłyby być bardzo poważne. Dla pewności ustaliliśmy, żeby po prostu lepiej będzie pozwolić zrosnąć się kości.”