PGE Ekstraliga – Nicki Pedersen wraca po przerwie. „Powiedziałbym, że to dziwna sprawa.”

Trzykrotny mistrz świata w ostatnich meczach INNPRO ROW-u Rybnik nie brał udziału. Teraz doświadczony Duńczyk ma pomóc w wygraniu pojedynku przeciwko Bayersystem GKM-owi. „Dzik” odniósł się do minionych nadzwyczaj spokojnych dla niego tygodni poza torem.

Ostatni raz w składzie INNPRO ROWu Rybnik Nickiego Pedersena mogliśmy zobaczyć podczas 9. Kolejki, kiedy to na własnym torze Betard Sparta Wrocław rozniosła beniaminka. Sam czempion z Danii nie pomógł swojemu zespołowi notując ledwie punkt w trzech startach. Oczkiem uwagi, stało się jednak to co było później. Żużlowiec przedwcześnie spakował się i przebrał nie czekając nawet do końca zawodów. Jak jednak zdradził sam zainteresowany podczas niedawnego programu „Speedway +” na antenie Canal + – Przed ostatnim meczem z Wrocławiem dopadła mnie choroba. W środę, 18 czerwca odjechałem zawody w Danii i już wtedy czułem się kiepsko. W piątek stawiłem się na Stadionie Olimpijskim i wcale nie było lepiej. Myślałem, że uda mi się dotrwać do końca meczu, ale miałem zawroty głowy. Razem z prezesem i trenerem zdecydowaliśmy, że po 3 biegach zakończę zawody i dlatego poszedłem do busa i zacząłem się przebierać – tłumaczył selekcjoner kadry Danii.

Po starciu we Wrocławiu, Piotr Żyto podjął odważną decyzję. Pedersen na kolejne trzy mecze wyleciał z zestawienia i wraca dopiero na starcie z Bayersystem GKM-em, w najbliższą niedzielę. W całej karierze „Dzika” to sytuacja wyjątkowa, a wręcz bezprecedensowa – Cała ta sytuacja z przerwą w startach jest upokarzająca. Nikomu nie pomaga fakt, że jeden z zawodników siedzi na ławce, nie jest to też łatwe dla trenera. Powiedziałbym, że to dziwna sprawa, a zbywanie jej milczeniem też niczego nie da. Nie chcę za bardzo rozwodzić nad tym tematem, tak to już jest – podkreślał.

Wielokrotnie w przestrzeni meidalnej pojawia się temat relacji wewnątrz rybnickiej ekipy. Pedersen jasno twierdzi, że wcale nie jest tak jak wygląda to w TV – Poza torem czasem pojawiają się sprawy, które musimy przegadać we własnym gronie. Gdy jednak kamera stoi tuż przy czyjeś twarzy, można za jej pomocą pokazać wszystko tak, jak ktoś chce. Maksym Drabik i ja mieliśmy kilka rzeczy do przedyskutowania, ale to nie znaczy, że jesteśmy skonfliktowani. Absolutnie nie i on powiedziałby to samo. Omówiliśmy to, co było do omówienia, problem w tym, że tego już kamery nie zarejestrowały – rozpoczął – Trzeba sobie powiedzieć, że są zawodnicy, którzy narzekają na innych i próbują się za nimi schować, spychając na nich swoje własne problemy. Na klubie ciążyła spora presja, u wszystkich pojawiła się frustracja, bo nie wiedzieliśmy, dlaczego ciągle nam nie idzie. Rozmowy były żywiołowe, ale to nie tak, że ktoś chciał kogoś skrzywdzić. Atmosfera była napięta, przez co każdy mały problem od razu eksplodował jak „bomba”- zakończył 48 – latek.

Początek niedzielnego spotkania o godzinie 17.

Postaw mi kawę na buycoffee.to