Berntzon: "Plany klubu zmieniły się w ostatniej chwili"

Speedway 2. Ekstraliga – Berntzon: „Plany klubu zmieniły się w ostatniej chwili.”

Oliver Berntzon po trzyletniej przygodzie zamienia Arged Malesę Ostrów na H. Skrzydlewska Orła Łódź. Szwed nie krył, że decyzja działaczy nieco go zawiodła. Teraz Szweda czekają jednak nowe wyzwania w nowym miejscu.

Okienko transferowe ma to do siebie, że potrafi zaskakiwać nie tylko fanów, ale także i samych zawodników. W pewnym stopniu decyzja TŻ Ostrovii mogła zaskoczyć Olivera Berntzona, dla którego w szeregach ekipy dowodzonej przez Mariusza Staszewskiego zabrakło miejsca. Jak sam w rozmowie z orzel.lodz.pl przyznaje – Nie będę kłamać. Przyznam, że było to dla mnie dość trudne. Z drugiej strony mam świadomość, że takie wydarzenia są częścią żużla. Należy je po prostu zaakceptować. Byłem trochę zawiedziony, ale cały czas miałem dobry kontakt z trenerem Mariuszem Staszewskim. Zawsze był wobec mnie uczciwy i mówił mi prawdę. W tym przypadku plany klubu zmieniły się w ostatniej chwili i musiałem odejść. Nie ma jednak sensu robić z tego powodu tragedii, bo miałem jeszcze mnóstwo czasu na negocjacje z innymi ekipami – powiedział żużlowiec.

Co prawda wyniki Szweda nie były złe. Średnia na poziomie 1,821 pkt/bieg była trzecią w ekipie, a ponadto można było odnieść wrażenie, że sam Oliver jest jednym z ulubieńców Prezesa Górskiego. Sam żużlowiec rodem z Anderstorp nie owijał w bawełnę oceniając swój sezon – Nie jestem z siebie zadowolony. Niemal przez całe rozgrywki miałem problemy z silnikami. Przetestowaliśmy mnóstwo rozwiązań. W pewnym momencie udało nam się znaleźć coś, co funkcjonowało dobrze przez kilka tygodni i nagle znowu przestało działać. Trudno było to wszystko jakoś sensownie wyjaśnić – zaznaczył.

Na domiar złego 30 – latek w trakcie sezonu zanotował bardzo ciężki karambol w Gdańsku, który jak przyznaje nowy nabytek Orła wpłynął mocno na niego – To było dla mnie naprawdę trudne przeżycie. Później robiłem wszystko, żeby jak najszybciej wrócić na tor i pomóc drużynie. Bardzo mi na tym zależało, bo zbliżały się kluczowe mecze. Prawda jest jednak taka, że przez trzy tygodnie po tym „dzwonie” ledwie chodziłem. Nie wspomnę już o trudnościach, które sprawiała mi jazda na żużlu. Zrobiłem jednak wszystko, co w mojej mocy, by pomóc wszystkim swoim drużynom – podsumował.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Postaw mi kawę na buycoffee.to