Żużel – Brady Kurtz: Chciałem pokazać, że to nie był tylko jeden udany sezon.

Brady Kurtz na dobre zadomowił się w światowej czołówce. 30 – letni Australijczyk potwierdził, że debiutancki sezon okraszony srebrem nie był przypadkiem. Żużlowiec rodem z Cowry podkreślił, że brąz bardzo go cieszy, a w przyszłym roku na swojej ziemi powalczy o złoto.

Brady Kurtz w sezonie 2025 szturmem wdarł się do światowego żużla. Lider Betard Sparty Wrocław z miejsca stał się najgroźniejszym rywalem dla Bartosza Zmarzlika, a niesamowita seria pięciu wygranych turniejów niemalże przyniosła mu złoty krążek Mistrzostw Świata. W tegorocznej kampanii scenariusz niemalże się powtórzył, jednak do gry wkroczył Robert Lambert i pogodził Zmarzlika i Kurtza. 30 – latek mimo to mógł się cieszyć po toruńskim finale z brązowego medalu.

– Jestem zadowolony z tego jak ten sezon się ułożył. Najważniejsze było dla mnie potwierdzenie formy z zeszłego roku. Chciałem pokazać, że to nie był tylko jeden udany sezon, po którym nagle zniknę. To świetne, że mam drugi medal na swoim koncie, rok po roku. Wielkie gratulacje należą się dla Roberta, bo zdecydowanie zasłużył na to złoto. W końcówce sezonu złapał niesamowitą formę i po prostu nie miałem na niego argumentów – tłumaczył Kurtz dla fimspeedway.com.

Kurtz nie ukrywa, że ma nadal sporo do poprawy i będzie nad tym pracował. Ma w sobie ogromne pokłady motywacji i chęci do walki o złoto.

– Zimę muszę przepracować naprawdę mocno, żeby poprawić parę rzeczy i wrócić w przyszłym roku i znowu walczyć o swoje. Moja ekipa wykonała w tym roku genialną robotę, zrobili absolutnie wszystko, co w ich mocy, żeby dać mi jak najlepsze szanse. Po prostu w kilku finałach sam pojechałem poniżej swoich możliwości i to tak naprawdę przesądziło o wyniku – tłumaczył nie owijając w bawełnę.

Co ważne przyszłoroczny cykl Grand Prix liczyć będzie 11 rund, a dwie ostatnie rozegrają się na obiekcie w Gillman, który Kurtz zna znakomicie. Światowy czempionat wraca na Antypody po dziesięciu latach przerwy.

– Jestem mega szczęśliwy. Myślę, że ta decyzja wisiała w powietrzu już od dawna. Od lat mamy tylu świetnych zawodników w cyklu, więc brak własnej rundy GP był po prostu dużą szkodą. Uważam, że to będzie coś genialnego. Gillman to kapitalny tor i jestem pewien, że zrobimy tam kosmiczne zawody. Już nie mogę się doczekać. Oczywiście do tego momentu jeszcze długa droga, ale mam nadzieję, że pod koniec przyszłego roku znów będę w ścisłej czołówce. Walka o tytuł mistrza świata przed własną publicznością to byłoby coś wyjątkowego – zakończył Kurtz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Postaw mi kawę na buycoffee.to